Towarzyszka drogi. Moja codzienność z synem w spektrum 🌿
🌟Mój syn nie jest projektem do naprawienia. On jest wartością samą w sobie.
Podziwiam wszystkie mamy – bohaterki codzienności, które niosą miłość mimo trudności.
Każda z nas ma swoją drogę. Nieporównywalną, trudną, ale pełną miłości.
Towarzyszka drogi. Moja codzienność z synem w spektrum
Zdarza się, że ktoś z zewnątrz patrzy na moje życie i ma gotowe rozwiązania:
„Może powinnaś iść do pracy.”
„Może syn powinien iść do placówki.”
„Może już czas, żeby się usamodzielnił.”
Łatwo oceniać, gdy nie nosi się mojego życia. Łatwo doradzać, kiedy nie zna się codzienności mamy, która od lat jest ze swoim dzieckiem w spektrum 24 godziny na dobę.
🌿
Nie mam problemu z tym, że jestem mamą dziecka z niepełnosprawnością.
Mam problem z tym, że świat próbuje mnie wychowywać, mówić mi, jak powinnam żyć, czego powinnam chcieć, jakie decyzje podejmować.
A przecież nasze ścieżki są inne. Moje i mojego syna.
Syn nie jako projekt. Syn jako wartość
Mój syn nie jest dla mnie „zadaniem do odrobienia”, „projektem do naprawienia” ani „problemem do rozwiązania”.
On jest wartością samą w sobie. Wartością najwyższą.
Moim zadaniem nie jest go zmieniać. Moim zadaniem jest towarzyszyć mu w świecie. Przybliżać mu go krok po kroku, czynić łagodniejszym, bardziej dostępnym. Pokazywać możliwości, ale nie odbierać sprawczości – żeby wiedział, że to on ma wpływ i to on decyduje o swojej drodze.
Nie żyję za niego. Nie podejmuję decyzji zamiast niego.
Jestem świadkiem, przewodnikiem, cichym obserwatorem.
I kiedy wybiera inaczej, nawet jeśli się myli – ja dalej jestem obok.
Inspiracje, które mnie wspierają
Ta droga nie jest łatwa. Ale nie idę nią zupełnie bez drogowskazów. Są osoby i książki, które pomogły mi zrozumieć, że towarzyszenie jest ważniejsze niż narzucanie.
Adrian Borowik – Podejście wspierające: relacja, akceptacja, zaufanie zamiast tresury.
Jacek Kielin – Relacyjny i rozwojowy model pracy: szacunek, autonomia, współtworzenie.
Joanna Ławicka – pedagogika empatyczna: człowiek w spektrum to człowiek pełen wartości, a nie „kosmita”.
Temple Grandin – The Autistic Brain: inaczej znaczy równie wartościowo.
Anat Baniel – metoda neuroplastyczności i ruchu: rozwój przez odkrywanie nowych ścieżek, nie przez nacisk.
Aleksandra Sawicka – Montessori: rodzic i nauczyciel jako towarzysze dziecka, nie ci, którzy narzucają swoje tempo.
Każde z tych podejść jest inne, ale łączy je jedno: szacunek dla człowieka takim, jakim jest. I to stało się też moją filozofią.
Moje i jego rytuały
To, co nas ratuje w codzienności, to rytuały.
Dla mnie – spacer, książka, chwila ciszy i uziemienia. Bez tego nie miałabym siły nieść wszystkiego, czego się ode mnie oczekuje. To moje małe kotwice, które przypominają mi, że jestem nie tylko mamą, ale też kobietą.
Dla niego – rower, huśtawka, drzemka, wspólne czytanie. To jego bezpieczne rytmy. Ja je szanuję i podążam za nimi, bo one pozwalają mu oddychać i rozwijać się w swoim tempie.
Nadwrażliwość i „czarodziejskość”
Czasem czuję, że jestem inna niż większość ludzi wokół. Mam w sobie nadwrażliwość, która sprawia, że odbieram świat mocniej. Bywam w dwóch wymiarach jednocześnie: tym codziennym, materialnym i tym niewidzialnym.
Czasami czuję energie, obecność dusz, historie, które trudno opisać. To jest dar i ciężar jednocześnie. Dlatego mówię czasami o sobie „czarodziejka”.
Ale to też mój sposób patrzenia na świat – i to dzięki tej wrażliwości mogę być przy moim synu naprawdę obecna.
Marzenia
Noszę w sobie dwa marzenia książkowe:
o naszej drodze w spektrum – o edukacji, codzienności, wyborach,
o mnie – o moich korzeniach, nadwrażliwości, duchowości.
Może kiedyś znajdę czas i siłę, żeby te książki powstały.
Słowo do innych mam
Wiem, że nie jestem jedyna.
Wiem, że są mamy, które spędzają ze swoimi dziećmi całą dobę i nie mają ani kawałka przestrzeni dla siebie. I to boli.
Podziwiam Was każdego dnia.
Nie wszystkie z Was obserwuję na profilach społecznościowych – bo wiem, że niektóre nawet nie mają na to czasu ani siły. Ale wiem, że jesteście. Wiem, że istniejecie. I wiem, że jesteście bohaterkami – swoich dzieci, swoich domów.
Mam dla Was ogromny szacunek i ogromną wdzięczność – za to, że jesteście. Za to, że każdego dnia macie w sobie tę niewyobrażalną miłość, która pozwala Wam funkcjonować mimo problemów, mimo niezrozumienia.
Nie wiem jeszcze, jak Was docenić, ale kiedy o Was myślę – aż się wzruszam. Wiem, że są ludzie, którzy mają trudniej ode mnie. Wiem też, że w niepełnosprawności nie da się porównywać – każda z nas niesie tyle, ile jest w stanie unieść. Każda z nas idzie swoją drogą.
I ta droga nigdy nie jest łatwa.
Ale mam do Was ogromny szacunek za codzienność, którą niesiecie. Wdzięczność za to, że pomimo wszystkiego jesteście, że kochacie, że walczycie i że nie poddajecie się.
Mam świadomość, że nie jestem w stanie tego wszystkiego zaopiekować. Ale mam nadzieję, że tym wpisem i tym głosem Was docenię. Może ktoś z Waszego otoczenia przeczyta te słowa i powie: „idź, odpocznij, ja zostanę z Twoim dzieckiem, bez oceniania”.
Bo my wszystkie – mamy dzieci z niepełnosprawnościami – zasługujemy na zauważenie, na wsparcie i na oddech. 🌿

Komentarze
Prześlij komentarz