Między stałością a światem. Nasza droga przez dorosłość w spektrum🌿
Oprowadzanie po świecie dorosłości nie kończy się w chwili, gdy dziecko osiąga pełnoletność.
Tak naprawdę zaczyna się wtedy na nowo — inaczej, trudniej, delikatniej, ale jeszcze bardziej świadomie.
Ostatnio wybraliśmy się na Wawel, korzystając z listopadowych darmowych wejść. Okazja była właściwie z dnia na dzień, więc spontanicznie z niej skorzystałam. I dopiero później przypomniałam sobie, że spontaniczność w spektrum nie jest tym samym, co spontaniczność w neurotypowości.
Zmiana planu, brak przygotowania, zaburzenie rutyny — to wszystko ma swoją cenę.
Był więc sprzeciw, marudzenie, pytania „po co i dlaczego”.
Ale samo zwiedzanie okazało się dla niego wartościowe i naprawdę ciekawe.
Emocje przed i po były trudne — doświadczenie samo w sobie było dobre.
I to jest właśnie ten balans, który jako rodzic w spektrum uczę się trzymać każdego dnia.
Szanuję rutynę, bo wiem, że daje stabilność.
Ale wiem też, że jeśli nigdy nie wprowadzę niczego nowego, to nie nauczę go elastyczności ani nie pokażę świata poza codziennym schematem.
To nie jest „przełamywanie” jego granic.
To jest pokazywanie nowych rzeczy w sposób łagodny, przemyślany i prowadzący, a jednocześnie nieuleganie każdej złości czy próbie postawienia na swoim.
Bo elastyczność nie urodzi się z odpuszczania wszystkiego — elastyczność rodzi się z doświadczenia, którego on sam by sobie nie dał.
Robiłam to, kiedy był mały.
Wprowadzałam różne aktywności, wspierałam, oswajałam świat.
I choć dziś ma już osiemnaście lat, to wciąż potrzebuje tego samego — tylko w bardziej dorosłej formie.
Pełnoletność nie przyszła do niego w taki sposób, jak często pokazuje się to w filmach.
Nie było fajerwerków.
Było raczej poczucie, że coś się skończyło: pewne prawa, przywileje, wsparcie dla młodszych.
A nic w jego codzienności „magicznie” się nie zmieniło.
Niektóre rzeczy stały się nawet trudniejsze.
Widzę, że ta jesień była dla niego mocno frustrująca.
Zmęczenie, brak rówieśników, poczucie wykluczenia — to wszystko go przytłoczyło.
Do tego dochodzi świadomość, że w świecie dorosłych nadal potrzebuje wsparcia, choć jednocześnie już by go nie chciał.
To taka sprzeczność, która boli mocniej, niż często potrafi powiedzieć.
A ja?
Ja wciąż jestem jego mamą.
Jego przewodniczką.
Tą, która stoi obok, kiedy świat jest za głośny, za szybki, za nieprzewidywalny.
Tą, która jest spokojna, kiedy on przeżywa więcej, intensywniej, mocniej.
Tą, która uczy go przechodzić przez wszystkie emocje — także te, które dla mnie nie są łatwe.
Bo świat nie zawsze będzie wiedział, jak zareagować.
Nie zawsze będzie delikatny, cierpliwy i uważny.
Dlatego muszę być ja — z ramą, kierunkiem, wsparciem i tym cichym przekonaniem, że da radę, jeśli będziemy iść razem.
To nie jest łatwe.
Ale to jest nasza droga.
I ona ma sens...
Każda rodzina ma swoją historię.
Jeśli chcesz, możesz podzielić się swoją — bo wiem, jak wiele znaczy świadomość, że nie idzie się tą drogą samemu.

Komentarze
Prześlij komentarz